Nazwa stolicy Gruzji oznacza „ciepłe miejsce” i wzięła się od gorących źródeł siarkowych, bijących w mieście. Nam jednak dość szybko zaczęła kojarzyć się z gorącym powietrzem, stojącym pomiędzy budynkami i odbijającym się od asfaltu. Już kiedy wychodziliśmy z lotniska – a właśnie zaczynało świtać, więc pora doby była najzimniejsza – uderzyła nas temperatura około 27 stopni. Później tego samego dnia doszła do 39, co jednak nie przeszkodziło w wycieczce po najbardziej charakterystycznych puntach Tbilisi.

Czytaj dalej