Kiedy myślimy o tłoku w górach, najczęściej na myśl przychodzą nam Tatry. W sezonie letnim nie ma wszak tygodnia, by któreś z dużych polskich czasopism nie opublikowało artykułu w stylu „3 godziny czekania w kolejce na Gubałówkę” albo „Pięciokilometrowy korek do Morskiego Oka”. Rzeczywiście, być może ze względu na relatywnie dobry dojazd i porównywalnie najmniejszą odległość np. od Warszawy i Gdańska, a także bliskość Krakowa, Tatry cieszą się popularnością zdecydowanie większą, niż są w stanie wytrzymać. Z tego też powodu ludzie poszukujący mniej szybkich i komercyjnych wrażeń często starają się wybrać mniej popularne cele, jak Beskid, Bieszczady czy Sudety.

I choć wspomniane pasma w ostatnich latach również tracą na „dzikości”, a zyskują na udogodnieniach dla „zwykłych ludzi”, nadal często odnaleźć można jeszcze ciszę i spokój. A jak dobrze wybrać góry to pewnie można jeszcze wybrać się tak, by na szlaku nie spotkać praktycznie nikogo przez cały dzień.

Nie zawsze jednak tak było.

Czytaj dalej