Białe klify Dover (ang. White Cliffs of Dover) to robiąca wrażenie formacja geologiczna nad kanałem La Manche. Zbudowane z kredy i kamienia jasne skały, wznoszące się na wysokość 110 metrów, były punktem odniesienia dla żeglarzy powracających z Atlantyku do angielskich portów. Uważa się też, że ich biel mogła stanowić źródło alternatywnej nazwie Anglii – Albionu (z łac. albus – biały).

Ich obecny majestat jest jednak tylko częścią dawnej świetności, którą zakończyła katastrofa geologiczna na trudną do wyobrażenia skalę. I to dwukrotnie!

Dzisiejsze klify Dover są pozostałością wysokiego grzbietu kredowego, który przez tysiące lat łączył Wielką Brytanię z kontynentalną Europą. W ten sposób nie była ona wyspą, jak dziś, ale jedynie półwyspem. Fachowa nazwa tego połączenia to antyklina Weald–Artois. Powstała w czasie orogenezy alpejskiej i miała wysokość prawdopodobnie 180 metrów.

Źródło: Nature via NewScientist

Oprócz stanowienia stałej lądowej grobli między dzisiejszą Francją a Anglią, w różnych okresach geologicznych antyklina spełniała też inne funkcje. Na przykład 450 tysięcy lat temu podczas zlodowacenia, została zaporą. Stało się tak, ponieważ lodowiec kończył się mniej więcej na wysokości Tamizy i dzisiejszej północnej Belgii, zostawiając wolny od lodu obszar na południu – aż do Weald–Artois. Do tej przestrzeni uchodziły co najmniej dwie duże rzeki: wspomniana Tamiza oraz Ren. Z czasem wypełniła się ona wodą, tworząc wielkie jezioro.

W tym samym czasie po drugiej stronie antykliny znajdował się suchy ląd. Potężne masy wody skoncentrowane były w pokrywie lodowej, a co za tym idzie, poziom mórz był znacznie niższy niż obecnie.

Nietrudno sobie wyobrazić, że poziom wody zasilanego przez duże rzeki bezodpływowego jeziora nieustannie rósł. Z czasem woda wypełniła całą dostępną przestrzeń, zaczynając się przelewać przez grzebiet Weald–Artois na drugą stronę – tworząc zapowiedziane w tytule „Wodospady Dover” (nazwa jest wymyślona przeze mnie).

Warto sobie uświadomić skalę tego zjawiska. Woda spadała z wysokości ponad 100 metrów, a jej ilość szacuje się na nawet milion (!) metrów sześciennych wody na sekundę. Dla porównania: wodospady Niagara to średnio 2400 m³/s, a w szczytowych wartościach 6400 m³/s, a ich wysokość to „ledwo” 57 m w najwyższym punkcie.

Oczywiście wodospady te bardzo szybko (w skali geologicznej) zniszczyły grzbiet, doprowadzając do jego przełamania i zalania terenów poniżej, w miejscu dzisiejszej Cieśniny Kaletańskiej (fr. Pas de Calais, ang. Strait of Dover). Podobna sytuacja miała miejsce ponownie 160 – 200 tys. lat temu, tworząc dzisiejszy kanał Lobourg.

W efekcie tych niszczących wydarzeń grobla przestała praktycznie istnieć, a Wielka Brytania straciła stałe połączenie z kontynentem. Wciąż jednak zdarzało się, że stan mórz obniżał się na tyle, iż łączyły się one ponownie. Ostatnie takie połączenie zniknęło pod wodą około 9000 lat temu.

Historia teorii

Sanjeev Gupta, Jenny Colllier: geologiczny obraz kanału La Manche i okolic

Oczywiście opisane wyżej wydarzenia są jedynie teorią i to dość młodą. Pierwszy raz sformułowana została w 1985 roku przez Aleca Smitha w wyniku badań dna kanału La Manche sonarem. Już wtedy zauważył on głębokie doliny w dnie kanału, które kształtem przypominały formy wyrzeźbione przez spadające masy wody (kocioł eworsyjny). Ze względu jednak na małą dokładność badań takimi sonarami oraz sceptycyzm środowiska geologicznego teoria została zapomniana na 22 lata.

W 2007 roku natrafił na nią Sanjeev Gupta i skonfrontował z nowszymi badaniami sonarem, teraz już dużo dokładniejszym. Tym samym teoria wróciła do łask, ponieważ nowsze badania zdają się potwierdzać tezy Smitha. Do pełnego potwierdzenia brakuje dokładniejszych badań dna La Manche, które jednak są trudne do zorganizowania ze względu na duży ruch statków oraz bardzo silne prądy.

Obecnie jednak teoria o wodospadach niszczących antyklinę wydaje się być powszechnie akceptowana.

Źródła