Za polski biegun zimna powszechnie uważa się okolice Suwałk. Nic w tym dziwnego. Oglądając mapy pogody podczas prognozy bardzo sensownie układa się to w gradient temperatur: od ciepłego Dolnego Śląska (najczęściej), aż do zimnych północno-wschodnich rubieży. Zresztą i północ, i wschód kojarzą nam się nieuchronnie z zimnem, więc tym łatwiej w to uwierzyć.

Rzeczywistość jednak może być trochę inna. Co prawda nie dysponujemy ani wystarczająco długą historią odpowiednich pomiarów, ani ścisłą definicją bieguna zimna. Można jednak z dużą pewnością twierdzić, że ów biegun leży (przynajmniej ze względu na średnią roczną temperaturę) właśnie na ciepłym Dolnym Śląsku. Dokładniej: na Hali Izerskiej, w zachodniej części polskich Sudetów, niedaleko Świeradowa-Zdroju. Tutaj właśnie usadowiła się rozległa polana, otoczona ze wszystkich stron lasami oraz grzbietami górskimi. Takie specyficzne ukształtowanie terenu jest decydujące dla panującego tu klimatu. W efekcie temperatury w lipcu potrafią spaść do -5 stopni, a w zimie nawet poniżej -36. Stacja meteorologiczna działa tu jednak dopiero od 1995 roku, dlatego to pomiary w Siedlcach czy Tarnowie sprzed kilkudziesięciu lat wciąż uznawane są za rekordowo niskie. Pamiętajmy jednak, że ostatnie zimy należały do raczej cieplejszych.

Przed wojną

Hala Izerska, nazywana czasem „małą Syberią”, jeszcze kilkaset lat temu nie istniała. Przynajmniej taką wersję podają tablice informacyjne w jej okolicach. Był to po prostu teren porośnięty gęstym izerskim lasem. Tak się jednak stało, że w 1620 roku zamieszkał tam pewien Czech, określany jako „uciekinier religijny”. Jednak analiza (moja własna) dat wydaje się raczej sugerować, że uchodził przed wojną trzydziestoletnią, w swojej pierwszej fazie dziejącą się właśnie w Czechach. 122 lata później na Hali miało mieszkać już 20 osób (a może 20 protestantów, gdyż był to zapis z ksiąg parafialnych). Można było zacząć mówić o drwalskiej osadzie, która później otrzyma nazwę Groß-Iser.

To właśnie miejscowi drwale mieli stworzyć Halę Izerską w obecnym jej kształcie. Drewno było właściwie jedynym wartościowym surowcem, który można było z okolic pozyskać, może za wyjątkiem torfu. Rżnięto więc najwyraźniej dużo, na tyle że powstał rozległy bezdrzewny teren. Takie warunki sprzyjały osadnictwu. Sprzyjał mu również rozwój turystyki uzdrowiskowej w pobliskim Świeradowie, a także budowa bardziej trwałej drogi (dziś zwanej Staroizerską). Z tego powodu przed rozpoczęciem II wojny światowej znajdowały się w Gross Iser 43 domy, dwie szkoły, trzy gospody, kawiarnia, dwa schroniska turystyczne i inne budynki użyteczności publicznej.

Po wojnie

Sześcioletnią wojnę miejscowość przetrwała, a dopiero czasy pokoju przyniosły jej ostateczny kres. Najpierw, niczym złowrogi omen, 10 maja 1945 roku, a więc dwa dni po oficjalnym zakończeniu wojny, do wsi przyszli radzieccy żołnierze. Dzień później zdegustowani brakiem łupów w postaci kobiet lub zegarków (ludność w większości przezornie pochowała się w okolicznych lasach) wywlekli właściciela jednego ze schronisk turystycznych, Paula Hirta, i zastrzelili go przed jego własnym domem. Była to prawdopodobnie jedyna ofiara II wojny światowej we wsi.

Zdjęcie lotnicze wykonane przez czeski samolot w 1953 – widać na nim istniejące jeszcze domy Wielkiej Izery

Po Armii Czerwonej teren wsi przejęły Wojska Ochrony Pogranicza. Warto pamiętać, że nie były to jedynie rutynowe działania. Wojna z Czechosłowacją wisiała na włosku i tylko twarda ręka „dobrego wujka” w Moskwie trzymała sytuację na wodzy. A właśnie tuż za Gross Iser przebiegała nowa granica z południowymi sąsiadami. Granica tym trudniejsza, że wyznaczona właściwie ex cathedra, bez oparcia w naturalnych formacjach terenu. Nie może więc dziwić, że mieszkańców wysiedlono. Część opuściła domy już wcześniej sama, ostatni jednak przebywali na Hali Izerskiej aż do drugiej połowy października 1945. Po tym okresie nic już nie jest pewne na temat losów Gross Iser, którą najpierw nazwano Wielką Izerą, a potem, nie wiadomo do końca dlaczego, Skalnem.

Z pewnością Skalno istniało jeszcze w roku 1953. Pochodzące z tego okresu zdjęcia lotnicze, wykonane przez czeski samolot zwiadowczy, pokazują znajdujące się na polanie budynki – wszystkie całe. Kolejna pewna informacja pochodzi z roku 1957 – wtedy na Hali Izerskiej nie było już nic. A właściwie były jedynie fundamenty dawnych domostw.

Co się stało w latach 1953–57, nie wiadomo. Dokumentów (przynajmniej odtajnionych) brak, a żyjący jeszcze żołnierze WOP odmawiają opowiadania o tamtych czasach. Pozostaje wobec tego snuć teorie. A te są dwie.

Pierwsza z nich wydaje się być podtrzymywana przez „oficjalną narrację”, a jest dość prosta: zaniedbane domy w wyniku trudnych warunków pogodowych najzwyczajniej w świecie zawaliły się. Być może było to w większości w wyniku jakiejś wyjątkowo ostrej zimy lub feralnej wichury. Pomógł z pewnością obyczaj rozbiórki budynków na cele remontu lub budowy nowych, szczególnie jeśli chodziło o wysokich urzędników. Można by powiedzieć, że wieś dokonała swego żywota w sposób naturalny.

Istnieje jednak relacja geologa, który otrzymał przepustkę na badania w rejonie Wielkiej Izery na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Wedle jego opinii domy w Skalnie miały paść ofiarą ostrzału artyleryjskiego. Naukowiec miał nawet znaleźć niewybuch – pocisk z moździerza – na potwierdzenie swoich słów. Za potwierdzenie tej hipotezy ma służyć fakt, że ocalał dokładnie jeden dom, dawna „nowa szkoła”. Jeśli rzeczywiście wieś zniszczono w wyniku ćwiczeń wojskowych, mogło się tak mieścić stanowisko obserwacyjne lub dowodzenia.

Jak było naprawdę – nie wiadomo i jest duża szansa, że nigdy się nie dowiemy. Hala Izerska na wiele lat stała się opuszczonym, niegościnnym zakątkiem. Nawet turystycznie pewnie trudno było ją eksplorować, gdyż WOPiści zazdrośnie strzegli tego odcinka granicy. Osobiście pamiętam, jak pod koniec lat 90. zatrzymali i zawrócili mnie i moich rodziców w drodze na Smrek. Co jednak ciekawe, już w 1948 wyznaczono zaczynający się w Świeradowie Główny Szlak Sudecki, który przechodził przez Polanę Izerską, ledwie 2 – 3 kilometry od Hali.

Dziś

Drugie, a może i jeszcze kolejne życie tereny dawnej wsi otrzymały w latach 80. Wówczas to popadający w ruinę budynek nowej szkoły został odkryty przez studentów z Zielonej Góry. Postanowili oni zaadaptować go na schronisko turystyczne i tak po kilku latach powstała Chatka Górzystów. Działa ona zresztą do dziś, choć w surowym klimacie oferuje surowe warunki – jeszcze nie tak dawno temu nie miała na stałe prądu, a i z ciepłą wodą bywało różnie. Na pewno jednak można w niej zjeść pyszne naleśniki lub pożywną zupę. A Hala Izerska zyskuje na popularności wraz z renesansem pobliskiego Świeradowa, który po sporym zastrzyku unijnych pieniędzy zaczął odradzać się z zapuszczenia i zapomnienia.

Hala Izerska nadal pozostaje jednak miejscem specyficznym: najciemniejszym, najzimniejszym, osobliwie cichym, ze swoimi odsłoniętymi fundamentami domów, przypominającymi o niespokojnych i wcale nie wojennych czasach.

Źródła