XIX-wieczna historia odkryć geograficznych kojarzyć się może głównie z likwidacją „białych plam” w Afryce, wyprawami Livingstone’a czy Stanleya. Jednak nie tylko tam toczyła się batalia o poznanie nowego. Nieco z dala od światowych salonów Londynu czy Brukseli, gdzie dzielono skórę na afrykańskim niedźwiedziu, swoją batalię toczyli Rosjanie. Jej celem było poznanie północnych wybrzeży Syberii, a bardziej materialnie – udowodnienie, że można pływać tzw. „przejściem północno-wschodnim” z Europy przez Arktykę do Japonii i Chin.

Jedna ze zorganizowanych wtedy wypraw miała na celu zbadanie Wysp Nowosyberyjskich. Ich istnienie było wiadome już od początku XVIII wieku, jednak dopiero w latach 1809–10 odkrywcy Jakow Sannikow oraz Matwiej Gedenschtrom wyruszyli by je zbadać. Podczas tej wyprawy, oraz kolejnej w 1811, Sannikow twierdził, że na północ od wysp Nowa Syberia oraz Kotielnyj widział duży ląd oraz góry na nim – niewątpliwie nieznaną dotąd i niezbadaną wyspę! Gedenschtrom, który był przywódcą wyprawy, naniósł widziany przez Sannikowa ląd na mapę. Stał się on tym samym „obowiązującą wiedzą kartograficzną”.

Pogoń za lądem

Skoro wiadomo już było, że istnieje jakaś niezbadana wyspa, wypadało ją zbadać, wymierzyć i przyłączyć do Imperium Rosyjskiego. Miedzy innymi z takim zadaniem wyruszył na wyprawę w roku 1820 Piotr Anjou. W kolejnym roku nie tylko badał północne wybrzeża Syberii oraz Wyspy Nowosyberyjskie, ale też zorganizował trzy wypady na północ w poszukiwaniu wyrysowanego przez Gedenschtroma lądu. Wszystkie trzy zakończyły się dotarciem do końca pokrywy lodowej i początku otwartego morza. Nikt z uczestników nie widział dalej na północy żadnego lądu, mimo że wyposażeni byli w bardzo dobre lunety.

Przełom nastąpił kolejnej wiosny, w kwietniu 1822, kiedy Anjou sam dostrzegł ląd w lokalizacji odpowiadającej Ziemi Sannikowa. Podjął też próbę dotarcia do niego, jednak po pokonaniu 20 km zawrócił. Wtedy właśnie po raz pierwszy pojawiła się wątpliwość, czy umykający odkrywcom ląd nie jest czasem wyłącznie złudzeniem optycznym, wywołanym przez odbijające się w tafli oceanu chmury.

Przez następne lata rejon nie był badany. Nie licząc amerykańskiej wyprawy z roku 1881, która zakończyła się tragicznie (zmiażdżeniem statku i śmiercią większości załogi), kolejna próba zbadania Wysp Nowosyberyjskich i okolic nastąpiła dopiero w 1885 roku. Na jej czele stał Aleksander Bunge, a wśród jej członków znalazł się m.in. łotewski Niemiec Eduard Toll. To właśnie on w 1886 dostrzegł ląd na północ od Kotielnyj w odległości 150–200 km. Wtedy jednak w żaden sposób nie próbowano zweryfikować legendy.

Wyspa Bennetta – rysunek autorstwa członka załogi tragicznie zakończonej amerykańskiej wyprawy.

Toll wyruszał na kolejne wyprawy w latach 1893-94 oraz w 1899 w inne rejony wschodniej Arktyki, jednak niewątpliwie mityczna Ziemia Sannikowa nie dawała mu spać w nocy. W roku 1900 stanął na czele wyprawy na okręcie „Zarja”, której celem była ponowna eksploracja okolic oraz, jeśli się uda, odkrycie legendarnego lądu. Wyruszył on, mimo że kilka lat wcześniej wyprawa Nansena de facto zdementowała istnienie jakichkolwiek nowych wysp w okolicy. Jego statek „Fram” przedryfował bardzo blisko okolicy, w której miałby znajdować się widziany przez Sannikowa ląd, jednak żadnej wyspy nie widziano. Nansen chciał jednak dotrzeć na biegun północny, a pogoń za legendami nie należała do jego priorytetów, co stanowiło dobry pretekst dla Eduarda Tolla.

„Zarja” z załogą dotarła na miejsce w 1901 roku. Warto wspomnieć, że warunki żeglugowe w okolicy nie należały (delikatnie rzecz ujmując) do najbardziej sprzyjających i statki bywały więzione przez pływający lód i krę nawet na 9 miesięcy w ciągu roku. Tego lata załodze nie udało się odnaleźć wymarzonych wysp, udała się więc na zimowanie przy Kotielnyj. W czerwcu okręt był wciąż zablokowany w lodzie, ale Toll zdecydował się wyruszyć na wyprawę ku Ziemi Sannikowa na saniach, w towarzystwie astronoma oraz dwóch Jakutów. Wyruszyli 5 czerwca 1902 roku. W sierpniu, kiedy „Zarję” udało się w końcu wyrwać z więżącego ją lodu, próbowała dotrzeć do Wyspy Bennetta, by odnaleźć i ewakuować Tolla, jednak dopłynięcie do niej okazało się niemożliwe. Załoga uznała swojego dowódcę za zaginionego i popłynęła do ujścia Leny, gdzie mogła przejść konieczne naprawy i uzupełnić zapasy.

Dopiero w kolejnym roku udało się zorganizować wyprawę ratunkową prowadzoną przez Aleksandra Kołczaka, która odnalazła porzucone obozowiska i notatki Tolla. Ostatnia z nich wskazywała, że próbował powrócić w stronę kontynentu. Nigdy jednak mu się to nie udało i do dziś nie wiadomo dokładnie jaki los spotkał wyprawę.

Ostateczny cios legendzie o Ziemi Sannikowa zadały dwie wyprawy lodołamaczy „Tajmyr” oraz „Wajgacz”. Ani pierwsza w latach 1909-10, ani druga w latach 1914-15, kiedy przeszła ona całą drogę z Władywostoku do Archangielska, nie potwierdziły istnienia takiej wyspy, mimo odkrycia szeregu nowych.

Mapa okolic Wysp Nowosyberyjskich

Rejs do popkultury

Choć wydawało się, że nieistnienie postulowanego lądu stało się już powszechnie przyjętym faktem, w niektórych wciąż tliły się wątpliwości. W latach trzydziestych podczas kolejnych rejsów w tamte rejony Syberii, kiedy statki utknęły w lodzie, zaopatrywano je często drogą lotniczą. Podczas jednej z takich wypraw uwięziony na okręcie „Sadko” akademik Władymir Obruczew wynegocjował, by zaopatrujący ich lotnicy modyfikowali trasy przelotów i dokumentowali fotograficznie rejony Wysp Nowosyberyjskich. Na żadnym ze zdjęć nie było śladu po nieodkrytych wyspach.

Obruczew przyczynił się za to historii Ziemi Sannikowa inaczej. Jeszcze w 1924 wydał książkę „Zmienia Sannikowa albo Ostatni Oniklonowie”, której akcję osadził właśnie na mitycznej wyspie. W 1974 roku powstał też luźno na niej bazujący film science-fiction.

Miraż czy może coś na rzeczy?

Jeśli chodzi o to, co widział Sannikow, a potem Anjou, zdania wśród naukowców są podzielone. Wśród hipotez wymienia się:

  • Jakiś rodzaj złudzenia optycznego, być może odbite w wodzie chmury, jak zasugerował Anoju.
  • „Znikająca” wyspa lodowa – pozostałość lądolodu, zlodowacenia lub innej formacji lodowej, która uległa zniszczeniu w kolejnych latach. Problemem tej hipotezy jest to, że takie struktury zazwyczaj są płaskie jak stół, a świadkowie widzieli górzyste wyspy. Z drugiej strony tego typu zjawiska znane są z innych części Oceanu Arktycznego.
  • Rzeczywista wyspa, zniszczona w kolejnych latach przez erozję i zmieniona w piaszczystą płyciznę pod powierzchnią oceanu. Za podtrzymaniem tej wersji świadczyć ma częste występowanie właśnie tego rodzaju płycizn w okolicy.

Jak było naprawdę? Co widział Sannikow a potem Anjou? Wygląda na to, że nikt już nie interesuje się wyjaśnieniem tego zjawiska, a rosyjska legenda, która niegdyś rozpalała wyobraźnię odkrywców, dziś popadła w zapomnienie.

Źródła

Głównie artykuł W poszukiwaniu Ziemi Sannikowa Krzysztofa Kubiaka, choć ze względu na liczne nieścisłości w kwestii dat (niezgadzająca się chronologia) wspomagane Wikipedią i innymi znalezionymi w Internecie źródłami.

Zdjęcie w nagłówku posta jest autorstwa Markusa Trienke i przedstawia zachód słońca nad krą na Grenlandii (link do oryginału).