Batumi

Batumi, ech Batumi… Na początek, by uciąć wszystkie dyskusje, warto zaznaczyć, że żadnych pól herbacianych już prawie nie ma. A skoro mamy to już za sobą…

Trzecie co do wielkości miasto Gruzji odwiedzaliśmy jako jedyny akcent nadmorski. Spodziewałem się jakiegoś kurortu-perły. Dostałem… Właściwie dokładnie to. Ale nie znaczy to, że mi się podobało. Miasto wygląda nieco jak gdyby brało udział w konkursie na to, kto zainwestuje w nie najwięcej pieniędzy. Taki gruziński Dubaj.

Widok na miasto z plaży

Widok na miasto z plaży

Mamy więc długą nadmorską promenadę wysadzaną po obu strona palmami (w sumie ładną), mamy wielopiętrowe oszklone hotele (też niebrzydkie), fontanny z pokazami światło-dźwięk, delfinarium, drogie restauracje, kasyna na każdym rogu. Ale wszystkiemu temu brakuje jakiegoś wątku przewodniego. Zresztą wystarczy zboczyć z głównych arterii miasta (np. do naszego hotelu), by musieć chodzić po chodnikach z ubitej ziemi, przechodzić pod wiszącym praniem, oglądać wszechobecną szarą płytę.

Port w Batumi

Port w Batumi

Nieco „ludzkiego wymiaru” dodawał fakt, że jest to miasto zorientowane na bycie portem. Co prawda informacja, którą uzyskaliśmy, że jest to największa przystań nad Morzem Czarnym okazała się zupełnie nieprawdziwa, jednak ten portowy aspekt miasta jest wyraźnie obecny w jego krajobrazie.

Krótko mówiąc, nie mogę powiedzieć, by mi się spodobało. Zresztą nie pomagała też pogoda, przez którą ani nie wykąpaliśmy się w morzu (trochę za zimno, zresztą kamienista plaża nie zachęcała), ani nie obejrzeliśmy „śpiewających fontann” (deszcz). Za to zdecydowanie na plus wypadł ogromy ogród botaniczny o powierzchni 110 ha.

Twierdza Gonio - widok z murów

Twierdza Gonio – widok z murów

Warto również, co zresztą uczyniliśmy, udać się kilkanaście kilometrów na południe do Gonio. Jest to rzymska twierdza graniczna prawdopodobnie jeszcze sprzed naszej ery. Robi wrażenie swoją wielkością (miała móc pomieścić do pięciu kohort), a także tym, że prawie nie ma ograniczeń w poruszaniu się po niej. W szczególności można prawie dowolnie przechadzać się po wewnętrznej stronie murów, na wysokości kilku metrów nad ziemią.

W drodze z, w drodze do…

Choć samo Batumi mogło być nieco rozczarowujące, w drodze do niego i w drodze powrotnej odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc, o których warto wspomnieć.

Fontanna w Kutaisi

Fontanna w Kutaisi

Kutaisi, drugim co do wielkości mieście Gruzji, mieliśmy okazję nocować. Hotel jednak umiejscowiony był dość wysoko, z dala od centrum miasta, więc okazja do zwiedzania nadarzyła się dopiero kolejnego dnia. Z interesujących rzeczy znaleźliśmy jednak tylko zajmującą centralne miejsce fontannę oraz miejski park. Reszta nie robiła zbyt dużego wrażenia, więc nawet lepiej, że nie spędziliśmy tutaj zbyt wiele czasu.

Następnie udaliśmy się do Jaskini Prometeusza. Jest to całkiem duży i stosunkowo niedawno odkryty kompleks grot z robiącymi wrażenie naciekami. Trochę przypominała mi odwiedzoną rok wcześniej Jaskinię Bielską na Słowacji, ale… Rzeczy które zdecydowanie nie robiły wrażenia było kilka:

  • Jaskinia Prometeusza i wszechobecne kolorowe światło

    Jaskinia Prometeusza i wszechobecne kolorowe światło

    Po pierwsze, zostaliśmy wpuszczeniu w naprawdę absurdalnie dużej grupie. Zwiedzanie jaskiń odbywa się wyłącznie z przewodnikiem, ale co to za zwiedzanie, kiedy na raz wchodzi tak na oko 120 osób? Przewodnicy, których było aż dwóch, zupełnie sytuacji nie ogarniali, ani językowo, ani organizacyjnie.

  • W efekcie powyższego nie dowiedzieliśmy się praktycznie nic. Ale to chyba i tak nie uległoby zmianie, bo w dwóch miejscach, gdzie udało nam się posłuchać przewodnika, nie mówił on o niczym ciekawym (tłumaczenie czym się różnią stalaktyty od stalagmitów itp.)
  • Jaskinie były oświetlone kolorowym światłem. Dawało to całkiem interesujące wrażenie. Problem w tym, że efekt wykorzystywany był DOKŁADNIE WSZĘDZIE. Po kilku razach byliśmy tym zmieniającym się światłem zwyczajnie zmęczeni. A przecież można było „dozować” to sensowniej, tylko w najbardziej interesujących fragmentach…
Ulica do parku zdrojowego w Bordżomi

Ulica do parku zdrojowego w Bordżomi

Po wyjeździe z Batumi skierowaliśmy się z powrotem w kierunku gór, odwiedzając m.in. Bordżomi. Małe miasto jest uzdrowiskiem, w którym rozlewana jest najpopularniejsza (chyba) gruzińska woda. Zwiedziliśmy wielki park zdrojowy (wejście płatne), napiliśmy się ciepłej słonej wody prosto ze źródła (nie była zbyt dobra) i… właściwie ciężko powiedzieć o tym miejscu dużo więcej. Choć zobaczyć z pewnością warto.

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments