Tbilisi

Nazwa stolicy Gruzji oznacza „ciepłe miejsce” i wzięła się od gorących źródeł siarkowych, bijących w mieście. Nam jednak dość szybko zaczęła kojarzyć się z gorącym powietrzem, stojącym pomiędzy budynkami i odbijającym się od asfaltu. Już kiedy wychodziliśmy z lotniska – a właśnie zaczynało świtać, więc pora doby była najzimniejsza – uderzyła nas temperatura około 27 stopni. Później tego samego dnia doszła do 39, co jednak nie przeszkodziło w wycieczce po najbardziej charakterystycznych puntach Tbilisi.

Szerokie ulicy i blokowiska na tle gór

Szerokie ulice i blokowiska na tle gór

Zanim jednak rozpoczęliśmy właściwe zwiedzanie, już można było zauważyć pewne cechy różniące Tbilisi od przeciętnego miasta europejskiego. Przede wszystkim – niebywale szerokie ulice, często dwupasmowe, po cztery pasy w każdą stronę. A na nich, nawet mimo nietypowej pory, setki samochodów. Nie jest to oczywiście przypadkiem, gdyż transport publiczny w stolicy, jak i zresztą całym kraju, nie pełni zbyt znaczącej roli. W Tbilisi jest co prawda metro (2 linie, 22 stacje) oraz niezachęcające stanem technicznym żółte buso-autobusy, ale jednak wszyscy poruszają się samochodami. Tramwaje i trolejbusy zlikwidowano w 2006 roku.

Samo miasto jest specyficznym kolażem starych zabytków i domów, wielkopłytowych bloków z ery sowieckiej i nowoczesnych oszklonych budowli. Wszystko to dość często przetykają szkielety porzuconych konstrukcji – same betonowe żebra, nieco przypominające krakowskiego Szkieletora. Jak się dowiadujemy, jest to dość powszechne zjawisko, pasujące do charakteru narodu: rozpocząć coś, a potem porzucić w połowie.

Spacer po mieście okazał się, mimo upału, całkiem przyjemny. Rozpoczęliśmy od największej w Gruzji świątyni Cminda Sameba (Świętej Trójcy), gdzie po raz pierwszy trzeba było włożyć tzw. „strój cerkiewny”, a więc dla kobiet chusta na głowę i spódnica za kolana, dla mężczyzn długie spodnie. Gruzini zdają się mocno przestrzegać ubioru w swoich cerkwiach, trochę inaczej niż w Europie, gdzie niby on obowiązuje, ale tak naprawdę nikt go nie egzekwuje. Zresztą sami dużo zaradniej do tematu podchodzą: zamiast po prostu krzyczeć „nie wolno!” i zabraniać wejścia turystom, którzy przyjechali z daleka, udostępniają chustki którymi można się owinąć na czas zwiedzania kościoła.

Zrijnowany ormiański kościół Karmir Avetaran

Zrujnowany ormiański kościół Karmir Avetaran

Następnie pani przewodnik postanowiła zabrać nas na nietypowy odcinek trasy po starej dzielnicy ormiańskiej Avlabari. Tam też po raz pierwszy zetknęliśmy się z gruzińskimi bazarami, na których za grosze można kupić arbuzy, figi, inne owoce czy czurczchele – orzechy włoskie nanizane na sznurek, obtoczone z gęstym soku z winogron. Idąc dalej, zatrzymaliśmy się przy zrujnowanym osiemnastowiecznym kościele ormiańskim, który stanowił smutne świadectwo do czego doprowadza niechęć pomiędzy narodami. Nie wiadomo, czy kościół został celowo zniszczony przez nieprzepadających za Ormianami Gruzinów, czy po prostu popadł w ruinę – grunt że nie został odbudowany i stoi zawalony praktycznie w centrum miasta.

W dalszej części dnia mieliśmy okazję m.in. zwiedzić „małą twierdzę” Narikala (która wcale nie jest mała), na którą wjeżdża się kolejką gondolową, a także zwiedzić więcej cerkwi, przejść obok łaźni siarkowych (śmierdziały) oraz wypić kawę we francuskiej dzielnicy hipsterskich knajpek.

To właśnie przy okazji tego ostatniego mieliśmy okazję zaobserwować kolejne świadectwo gruzińskiej zaradności. Ponieważ ogródki „piwne” nie są klimatyzowane, jest w nich dość ciepło. Szczególnie kiedy wciśnięte są w wąską uliczkę, a powietrze ma prawie 40 stopni. Instalują więc w szkielecie dachów nad ogródkami spryskiwacze, które tworzą mgiełkę wodną na terenie ogródka, co potrafi być nawet przyjemniejsze od klimatyzowanych wnętrz.

Dodatkową niespodziankę Tbilisi sprawiło nam następnego dnia rano – w postaci balkonowego lokatora w hotelu:

Modliszka

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] Tbilisi […]